www.kabardia.net

Konie w bieszczadach. Zapraszamy!

Konie kabardyńskie

Konie w bieszczadach

O mnie

"Nikt prawie nie wie, dokąd go zaprowadzi droga, póki nie stanie u celu"

J.R.R Tolkien "Władca Pierścieni"

Ja również nigdy nie pomyślałabym że jedno zdjęcie małego Leona w „Końskim Targu” stojącego przy swojej mamie tak bardzo zmieni moje życie. Ten mały kabardyniec zrobił na mnie takie wrażenie, że jeszcze tego samego dnia zaczęłam zbierać informacje o tej mało znanej w Polsce rasie. Nie było tego wiele, jednak to co znalazłam pogłebiło jeszcze bardziej moją fascynacje. Praktycznie każdy kto zetknął się z tymi końmi podkreślał niezwykłe wręcz przywiązanie kabardyńców do ludzi, ich wytrzymałość, oraz dbałość o bezpieczeństwo człowieka podczas trudnych przepraw górskich. Pracowałam z końmi już ładnych parę lat i nigdy wcześniej nie słyszałam takich rewelacji na temat związku człowieka z koniem. Temat pochłonął mnie niczym mityczny zahir – arabski demon opętania, więć szybko wraz z moją przyjaciółką Angeliką zaczęłam planować podróż na Kaukaz ojczyznę koni kabardyńskich. Chciałam bowiem zobaczyć te legendarne rumaki w ich naturalnym środowisku i ewentualnie zakupić kilka z nich, ponieważ już wtedy w mojej głowie zaczęła kiełkować myśl o ich hodowli w Polsce. Po załatwieniu wszystkich formalności wizowych i przebyciu kilku tyś. kilometrów dzielących Polskę od gór Kaukazu w końcu dotarłyśmy do Nalczyka, stolicy Kabardo-Bałkarii. Sama podróż była już jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem, jednak żadna z nas nie przypuszczała, że najlepsze jeszcze ciągle przed nami. W Nalczyku spotkałyśmy się z Pawłem Krawczykiem za pośrednictew którego udało nam się skontaktować z braćmi Jaganow którzy posiadają jedną z największych hodowli koni kabardyńskich na Kaukazie. Szybko przełamałyśmy pierwsze lody, chyba głownie dzięki temu że mieszkańcy Kabardii dażą Polaków ogromną sympatią, traktując nas niemalże jak sojuszników w ich walce o wyzwolenie republiki spod wpływów Rosji. Koniecznie chciałyśmy zobaczyć ich hodowle, jednak tu wystąpił pewien problem, ponieważ koni nie było w Nalczyku. Pasły się wtedy na łąkach wysoko w górach, gdzie spędzały całe lato. Ibragim i Arkady bardzo chcieli nas zabrać, ale nie byli pewni czy zdołamy przetrwać trudy wspinaczki na końskim grzbiecie na wysokość prawie 3000 mnpm. Postanowili przeprowadzić próbę która miała odpowiedzieć na to pytanie. Były to dla mnie trudne chwile bowiem próba ta polegać miała na kilku godzinnym spacerze wierzchem. Nie martwiłam się bynajmniej o siebie,tylko o Angelikę która nigdy wcześniej na koniu nie siedziała. Angelika jednak mimo kompletnego braku doświadczenia radziła sobie doskonale,choć może lepiej byłoby powiedzieć, że kabardyniec Angeliki radził sobie doskonale, tak z trudnym terenem jak i z niedoświadczeniem jeźdzca którego nosił. Próbę przeszłyśmy pomyślnie i już następnego poranka dziarsko jechałyśmy w towarzystwie Arkadego w stronę rozległych górskich łąk Kaukazu. Powiem krótko. Była to wyprawa życia zarówno dla

_ _

mnie jak i dla Angeliki. Takich widoków próżno szukać w całej Europie. Krajobrazy urzekały swoim pięknem a nagie ogromne szczyty non stop przypominały nam jak mali i jak bardzo uzależnieni jesteśmy od świata który nas otacza. Podczas tej górskiej przeprawy nierzadko pokonywaliśmy półki skalne niewiele szersze od koni . Każdy fałszywy krok mogł zakończyć naszą wyprawę tak jak bohaterki filmu „ Thelma i Luise ” zakończyły swoje życie. Ani przez chwilę jednak nie myślałam o zagrożeniu. W ruchach konia na którym jechałam czuć było niezachwianą pewność która powodowała że czułam się na nim bezpieczniej niż na własnych nogach. Po całym dniu jazdy dotarliśmy do farmy położonej około 2500 mnpm, gdzie na okolicznych łakach pasły się trzy duże stada którymi opiekował się Arkady. Prawdziwy człowiek który kocha konie . Rzadko w Polsce spotykałam ludzi, którzy by z taką pasją i oddaniem opiekowali się tymi zwierzętami. Na farmie spędziłyśmy parę dni jeżdząc po okolicznych górach.Na jednej z takich wypraw przeżyłam przygodę która ostatecznie przekonała mnie do unikalnego charakteru tej rasy.Podekscytowana zbliżającym się spacerem i pięknem przyrody która nas otaczała, nie zauważyłam że źle podpiełam popręg. Każdy kto choć trochę interesuje się jazdą konną wie jaki jest to dyskonfort dla konia i jak w takiej sytuacji potrafi gwałtownie zareagować. Wierzchowiec na którym jechałam przez cały czas mimo źle zapiętego popręgu zachowywał się spokojnie, dopiero gdy zsiedliśmy z koni na popas w sposób zdecydowany zaczął pokazywać nam że coś jest nie tak. Jestem pewna że każdy inny koń odstawił by akcje rodem z amerykańskiego westernu, ten jednak wytrzymał aż do momentu mojego zejścia z siodła. Było to dla mnie przełomowe doświadczenie po

_ _

_

którym ostatecznie postanowiłam zakupić kilka koni od braci Jaganow i stworzyć ich hodowle w Polsce. Po nie całym roku sciągnęłam je do kraju,a po kolejnych sześciu miesiącach sprowadziłam na Wole Michową tego od którego się to wszystko zaczęło. Mojego wiernego przyjaciela Leona. Konia z hodowli Zygmunta Waraksy który był jednym z pierwszych prywatnych hodowców koni kabardyńskich w Polsce. Dziś wiem że wszystko co przeczytałam przed moim wyjazdem na Kaukaz było prawdą i mam nadzieje że to wyjątkowe zwierze – koń kabardyński zdobędzie również zainteresowanie miłośników tych czworonogów w naszym kraju. Zapewniam was że jest tego wart.

Jeżeli interesują państwa rajdy konne w bieszczadach lub konie kabardyńskie
proszę o kontakt.